Od dłuższego czasu obserwuję kilka blogów, głównie podglądam sutasz, ale nie tylko...
Pasjonuję się wieloma rzeczami, jednak najczęściej to słomiany zapał, iskierka jak szybko się zapala, tak szybko gaśnie. Sutaszem zaraziłam się ok. 2 lat temu, niemniej pod zwrotem "zaraziłam" nie kryje się fakt, że chwyciłam igłę i sznurki, ale zapałałam miłością platoniczną. Ale ileż można kochać na odległość? Rok temu dostałam w prezencie zestaw do sutaszu... I tak oto zaczęłam tworzyć...
Zaczęło się niewinnie... Znalazłam tutorial (chyba tak to się pisze..) i powstały moje ukochane fioletowe cudeńka:)
I nie jest ważne, że nierówne :)
Zatem co jest potrzebne, żeby zacząć?
- chęci niczym niezmącone
- sznurki sutasz (ja najbardziej lubię pracować na czeskich firmy PEGA)
- nić monofilowa, czyli innymi słowy cienka żyłka
- cienka igła
- koraliki
- bigle
- filc (do podklejenia spodu biżuterii)
- klej magiczny (dobrze skleja końcówki sznurka sutasz, wówczas się nie pruje)
Macie jakieś pomysły o czym zapomniałam?